Od czego zacząć — ustal zapotrzebowanie i deficyt
Zanim wybierzesz jakikolwiek jadłospis, warto wiedzieć, do jakiej liczby kalorii go dopasowujesz. Punktem wyjścia jest całkowite zapotrzebowanie dobowe — podstawowa przemiana materii pomnożona przez współczynnik aktywności. Od tej wartości odejmuje się deficyt. Umiarkowany deficyt rzędu kilkuset kilokalorii dziennie odpowiada tempu redukcji około pół kilograma tygodniowo i jest zwykle możliwy do utrzymania przez miesiące. Szczegółowo opisujemy to w poradniku o deficycie kalorycznym, a wyliczenie ułatwia kalkulator na stronie BMI i wskazania.
Drugi krok to szczera ocena punktu startowego. Przez trzy–cztery dni zapisuj wszystko, co jesz, bez zmieniania nawyków. Ta lista niemal zawsze zaskakuje: kawa z mlekiem i syropem, dwie kostki czekolady, dokładka przy obiedzie dziecka, piwo w piątek. Dopiero mając ten obraz, wiadomo, gdzie faktycznie da się coś odjąć bez poczucia straty.
Trzeci krok to wybór formatu, który wytrzymasz. Jadłospis rozpisany na pięć posiłków nie jest lepszy od trzech — jest lepszy tylko dla kogoś, komu odpowiada jedzenie co trzy godziny. Osoba pracująca zmianowo albo jedząca obiad w firmowej stołówce potrzebuje innego planu niż osoba gotująca w domu. Plan, którego nie da się wykonać w Twoim tygodniu, nie zadziała niezależnie od tego, jak dobrze wygląda na papierze.